Przewrotne koleje
SPIS TREŚCI
1. Kapitan
2. Decydujący mecz fazy grupowej Ligi Mistrzów
3. Losowanie 1/8 Ligi Mistrzów
4. Kontuzja
5. Powrót po miesięcznej kontuzji
6. Pierwszy występ po kontuzji
7. Zwycięstwo w pucharze Francji
8. Odpadnięcie w półfinale LM
9. Batalia z Bordeaux o fotel lidera
10. Zwycięstwo w Ligue 1
EPIZOD 1
Poniedziałek rano... Patrzę na zegarek, moim oczom ukazuje się godzina 9.00. O Boże, trening! Uff, zapomniałem, że dziś mamy wolne. Trener widząc jacy byliśmy po obijani po niedzielnym meczu z Olympique Lyonem dał nam wolne.
Ledwo idąc, doszedłem do kuchni gdzie stała litrowa butelka z wodą. Smakowała wybornie. Nawilżyła moje suche usta. Przypomniał mi się ostatni sylwester, a tak właściwie tylko jego część. Oczywiście razem z Steve i Mathieu powiedzieliśmy trenerowi, że spędziliśmy grzecznie sylwestra w swoim towarzystwie. Nie chciało się nam robić 100 karnych okrążeń, jakimi trener zawsze "obdarowuje" nas za takie wybryki.
Godzina 11:00, siedzę sobie spokojnie na fotelu i gapie się bez celu w telewizor. Naglę słyszę dzwonek do drzwi. Wyglądam przez okno, by przed otwarciem drzwi zobaczyć kto mnie odwiedził. Ten samochód poznam z daleka, czerwone Frerrari trenera. Czego on u licha ode mnie chce? Znów coś narozrabiałem i nie pamiętam tego? A tak dobrze mi szło, regularnie występowałem w pierwszym składzie, poprawiły się moje relacje z innymi zawodnikami i sztabem szkoleniowym. No cóż, muszę otworzyć.
- Witam trenerze - powiedziałem z lekkim zmieszaniem.
- Dzień dobry, mogę wejść? - zapytał trener.
- Oczywiście, zapraszam.
Wyjątkowo miły, jak na obwieszczenie mojej egzekucji. Zazwyczaj szrostki i nie miły w takich sprawach. Może to gra pozorów?
- Siadaj Andre - powiedział trener, wskazując na sofę, na której posłusznie usiadłem - Pewnie się zastanawiasz dlaczego Cię nachodzę w wolny dzień. Otóż spotkałem się ostatnio z zarządem i dyskutowaliśmy na kilka ważnych tematów dla klubu.
No ładnie. To już zabrnęło tak daleko, że aż musiał interweniować zarząd? No to po mnie. Zacznę już powoli pakować manatki i w drogę. Trener najwyraźniej zobaczył moje zaniepokojenie w oczach i od razu mnie uspokoił.
- Nie masz się czego obawiać, tym razem nie zrobiłeś nic złego - powiedział, z lekkim śmiechem w głosie. Odetchnąłem z ulgą - Wręcz przeciwnie, nie ukrywam, że ostatnimi występami zaskarbiłeś sobie wielu sympatyków, w tym mnie. Po za boiskiem również pokazujesz, że w końcu dorosłeś. Myślałem o tym od dawna...
Nastała niezręczna cisza, trener lubił bardzo często budować napięcie. W końcu po kilku sekundach nie wytrzymałem i wtrąciłem.
- Ale o czym?
- O tym kogo obdarzyć opaską w tym roku.
Myślałem, że oczy wyjdą mi na wierzch. Ja kapitanem? Nie to nie możliwe, to jakiś sen. Ale jaki piękny sen.
- Tak Andre, zdecydowaliśmy z zarządem, że to ty dostaniesz opaskę, którą jak myślimy, będziesz nosił z ogromną dumą, oraz zaprezentujesz nas znakomicie w tegorocznej Lidze Mistrzów.
Plecami ciężko oparłem się o oparcie sofy i zacząłem rozmyślać, co teraz. Czy koledzy nie uznają, że taki młokos jak ja będzie się wywyższał, nad starszymi, bardziej doświadczonymi kolegami? Trener na stole położył piękną drewnianą szkatułkę na stole. Domyślałem się co to jest.
- Trzymaj, przyjdź jutro do mnie i powiedz mi co postanowiłeś - powiedział poważnie.
Byłem w amoku, ledwie zrozumiałem jego ostatnie słowa, to było chyba "do widzenia", ale nie mogę ręczyć za to głową, lecz gdy się ocknąłem już go nie było. I co ja mam teraz zrobić? Nigdy nie pomyślałbym, że w wieku 21 lat zostanę kapitanem. W głębi serca zawsze o tym marzyłem, ale teraz moje marzenie się spełnia.
Nagle słyszę dzwonek telefonu, biegnę na pierwsze piętro by odebrać komórkę. Szlak, oczywiście nie zdążyłem. Podświetlam ekran, 2 nieodebrane rozmowy, Steve i Mathieu. Moi najlepsi przyjaciele, zawszę mogę na nich liczyć. Oczywiście muszę prędko do nich oddzwonić.
- Cześć Steve co tam słychać?
- Witaj kapitanie, chcieliśmy ci z Mathieu złożyć gratulacje.
- Już wiecie? - odpowiedziałem z niedowierzaniem.
- Trener nam powiedział wczoraj po meczu, lecz prosił, żebyśmy Ci nic nie mówili.
- Cały on...
- Dobra, nie przeszkadzamy Ci już, trzymaj się.
- Nara - można było usłyszeć w oddali, to na pewno Mathieu.
- Trzymajcie się, do jutra.
Teraz byłem już pewny, biorę to. Teraz czeka mnie ciężka praca, ale gdy mam obok siebie takich wspaniałych ludzi, jak ta dwójka, to mogę zrobić wszystko. Byle do jutra...
EPIZOD 2
Nie przespana noc to nic fajnego, zwłaszcza gdy na drugi dzień czeka Cię taki ważny mecz. Do Marsylii na mecz z nami bowiem przyjeżdża nie byle kto. Liverpool to potęga od zawsze. Będąc dzieciakiem kibicowałem im, a teraz będę musiał stanąć im na przeciw. Godzina 12:00, nie ma co robić, a zasnąć, przez emocje, mi się nie uda. Jeszcze będzie to mój pierwszy poważny sprawdzian w roli kapitana, czy sobie na pewno poradzę? Zerknijmy na fora, może tam poczytam coś ciekawego.
Kibice jak zwykle potrafią dodać mi otuchy. Przeczytałem wiele ciepłych słów, które na pewno dodatkowo mnie motywują. No ale cóż, ile można siedzieć przed komputerem. Godzina 13:30, zgrupowanie przed meczem dopiero o 19, a ja jako kapitan powinienem zameldować się pierwszy. Poczułem się zmęczony, a na to najlepiej pomaga mi gorąca woda w wannie. Odkręciłem dwa kurki, czerwony mocniej, niebieski lżej - w końcu ma być gorąca kąpiel. Zdjąłem wszystkie ubrania które miałem na sobie i "wskoczyłem" do wanny, włączyłem wyciszającą muzykę i rozluźniłem się.
Nagle się ocknąłem.
- Boże, która godzina - powiedziałem z przerażeniem w głosie.
K***a 18. Jak to możliwe? Musiałem się zbytnio odprężyć i zasnąć. Plany stawienia się jako pierwszy, wzięły łeb. Teraz marzyłem tylko o tym by się nie spóźnić. Szybko wytarłem się z wody i popędziłem do garderoby, gdzie czekała na mnie spakowana torba. Na szczęście pakuje się zawsze wcześniej na wypadek takich, awaryjnych sytuacji. Założyłem szybko swój klubowy garnitur i popędziłem do wyjścia. Po drodze zgarnąłem kluczyki do mojego czarnego Audi i ruszyłem w podróż do centrum treningowego. 18:30, uff w pół godziny spokojnie dostane się tam gdzie zmierzam.
Mój huraoptymizm był jednak przed wczesny. Korek... to jest to czego nie na widzę w ogromnych miastach. No może bardziej denerwują mnie fotoreporterzy z brukowców, którzy ostatnio nie dają mi spokoju, włażą z butami tam gdzie nie powinni, straciłem nawet przez nich ukochaną kobietę, która nie mogła znieść ich prześladowania. Ruszyliśmy, w końcu. Ostatni zakręt i wjechałem na plac naszego obiektu szkoleniowego, autokar jeszcze na szczęście, stał na swoim miejscu. Zaraz za wejściem stali wszyscy zawodnicy z trenerem na czele.
- Andre, myślałem że funkcja którą Cię obdarzyliśmy, zmotywuje Cię do punktualnego stawiania się na zgrupowanie - powiedział lekko wściekły trener
Spojrzałem na zegarek, 5 minut spóźnienia, dlaczego on się tak czepia?
- Przepraszam trenerze, obiecuje że to się wię... - przerwał mi w pół słowa
- Nie czas teraz na tłumaczenia, migiem do autokaru
Zaraz po tym podszedł do mnie Steve. Ale zaraz chwila, gdzie jest Mathieu, przecież on też był powołany na mecz. Mam nadzieje, że Steve mi zaraz wszystko wytłumaczy.
- Cześć spiochu - powiedział żartobliwie
- Cześć, miałem fatalną podróż, miło że pytasz
- No, no. Gdybyś tyle nie spał nie miał byś z tym kłopotów
- Daj spokój, gdzie Mathieu?
- Jeszcze nie wiesz? Doznał kontuzji dziś rano, długotrwałej kontuzji - powiedział ze smutkiem w głosie
W autokarze rozważaliśmy, jak przewrotne jest życie piłkarza. Raz jesteś na jego szczycie, a za chwile możesz zlecieć na sam dół. Droga, która pokonywaliśmy w kierunku stadionu, była obstawiona barierkami, za którymi stały rzesze kibiców. Nie zabrakło tam również tych cholernych fotoreporterów... niech ich szlak, są wszędzie. Kiedy w końcu udało nam się dostać na stadion, naturalnie przy obstawie ochrony, każdy był coraz bardziej spięty. Zamieniliśmy garnitury na dresy i wyszliśmy na krótką przechadzkę po boisku. Atmosfera tego obiektu, nawet prawie w pełni pustego była nie do opisania. Panował tutaj zamknięty w trybunach doping, na który możemy liczyć przy każdym meczu w którym mamy szansę wziąć udział.
Wreszcie przyszedł czas na przygotowanie się do meczu w szatni. Każdy z nas z jednym korkiem na nodze, zakładając koszulkę, czy zmieniając spodenki zauważył się zbliżającego trenera.
- Słuchajcie chłopaki... wiecie co macie robić, grajcie tak byście czerpali z tego jak największą przyjemność. Niech nie obchodzą Was rywale, prowokujący kibice, prasa. Wygrajcie ten mecz dla siebie.
Pierwszy raz trener powiedział nam coś takiego, każdy słuchał jego ostatnich słów jak zaczarowany. Siedziałem obok Stevego, gdy podszedł nasz przełożony.
- Wiem Panowie z Mathieu jest Wam bliski, pozwólcie się mu cieszyć z wygranego meczu, bowiem tylko to pozostaje mu do końca sezonu - patrzyliśmy w niego jak wryci. Jak to tylko to mu pozostaje? Nie mogliśmy uwierzyć, że już nie wybiegnie z nami na boisko w tym sezonie.
- Nie powiedziałem tego po to by jeszcze bardziej Was zmartwić, a dodatkowo zmotywować. Jak mówiłem zróbcie to dla siebie, ale z racji że wy jesteście najbliżej Mathieu, zróbcie to również dla niego - słowa trenera pobrzmiewały jeszcze długo w naszych uszach, aż w pewnym momencie rozległ się donośny głos wołający nas do tunelu, prowadzącego na boisko. Stanąłem na czele rzędu z zawodnikami mojej drużyny, czułem że przepełnia mnie duma, w końcu to po raz pierwszy pełnię tę funkcję. Obok mnie wielcy zawodnicy z Gerrardem na czele.
- Czołem kolego - powiedział do mnie, co niezmiernie mnie zaskoczyło, po czym podał mi rękę.
- Pierwszy raz? To widać - uśmiechnął się delikatnie - Nie ma się co obawiać, na boisku stoczymy ze sobą bój, ale może po meczu wymienimy się koszulkami?
- Oczywiście - odparłem bez zawahania - Zawsze o tym marzyłem.
Steven uśmiechnął się jeszcze raz i ruszyliśmy przed siebie. Stadion wrzał, kibice skandowali na trybunach moje nazwisko. Coś niesamowitego, czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem. Przed pierwszym gwizdkiem arbitra ustawiliśmy się z kolegami z drużyny w kole i odmówiliśmy naszą klubową modlitwę, po czym bojowym okrzykiem zagrzaliśmy się do walki. Mecz był wielkiej wagi, wygramy - przechodzimy dalej, przegramy - odpadamy. Po gwizdku podałem piłkę do Loica i zaczęło się. Mimo, iż Liverpool był pewny wyjścia z grupy nie odpuszczał. Pierwsze 45 minut nie przyniosło rozstrzygnięcia, mecz był bardzo wyrównany. Trener standardowo w przewie dodał nam otuchy, co jeszcze bardziej nas zmotywowało. Wychodząc na boisko, na trybunach zauważyłem Mathieu bijącego mi brawo. To uczucie było jeszcze wspanialsze, od tego z początku spotkania kiedy kibice wykrzykiwali moje nazwisko. Mój kumpel, mój przyjaciel mimo tego, że nie mogliśmy sobie poradzić z przeciwnikiem cały czas w nas wierzy.
W drugiej połowie obraz gry zmienił się nieco na naszą korzyść, piłka była częściej w naszym posiadaniu, oraz stwarzaliśmy sobie więcej okazji. Nie mogliśmy jednak tego udokumentować. 88. minuta przy piłce był Cesar, pędzący z ogromną szybkością prawą flanką, wszyscy kibice wstali z miejsc, dośrodkowanie... GOOL! Loic popisał się pięknym strzałem z głowy, o mały włos nie strąciłem mu piłki z głowy. Wszyscy podbiegliśmy pod trybunę po moim geście wołającym wszystkich, gdzie siedział nasz kontuzjowany kolega, po czym zaczęliśmy mu bić brawo. Na jego twarzy zaobserwowaliśmy wzruszenie. Nie oddaliśmy już meczu do końca. Steven zgodnie z obietnicą podbiegł do mnie po meczu.
- No i co? Mówiłem, że nie będzie tak źle - mówił podając mi koszulkę, nic nie odpowiedziałem uśmiechając się, podałem mu rękę w geście podziękowania.
- Gratuluję - powiedział na odchodne.
Mathieu przyszedł osobiście pogratulować nam do szatni, po czym podszedł do mnie i wyszeptał mi na ucho.
- Wiem, że to Twoja sprawka. Dziękuje - w jego oczach zaobserwowałem łzy.
- Nie ma sprawy - uśmiechnąłem się - Jesteś moim przyjacielem. Jeśli będziesz czegoś potrzebować to wal.
- Jeszcze raz dziękuje, to było coś niesamowitego - po czym się pożegnał, a my udaliśmy się do autokaru. Przed nim czekał na mnie trener.
- Znakomicie się spisałeś, udowodniłeś wszystkim, że podjąłem znakomitą decyzję, gratuluje.
- Dziękuje trenerze - odpowiedziałem wsiadając do autokaru.
Cała drogę powrotną, ze Stevem emocjonowaliśmy się nadal meczem, analizowaliśmy każdą sytuację i to co moglibyśmy poprawić w naszej grze. Po pożegnaniu się z całą drużyną wsiadłem do mojego Audi i poczułem ogromne zmęczenie, jednak uważałem na drodze by bezpiecznie dojechać. Gdy wszedłem do domu, od razu udałem się do sypialni, padłem na łózko i pomyślałem: "Jak dobrze, że jutro wolne..."
Porównuj kursy na Wincomparator.com
- następny mecz
- poprzedni mecz
Stade Auguste Bonal
- tabela ligowa
- strzelcy om
| 1. | ![]() |
Montpellier | 37 | +33 | 79 |
| 2. | Paris Saint-Germain | 37 | +33 | 76 | |
| 3. | ![]() |
Lille | 37 | +30 | 71 |
| 4. | ![]() |
Olympique Lyon | 37 | +14 | 64 |
| 5. | ![]() |
Girondins Bordeaux | 37 | +11 | 58 |
| -- | ---- | ----------------------------- | ---- | ------ | ---- |
| 10. | ![]() |
Olympique Marsylia | 37 | +5 | 48 |
| 1. | ![]() |
Loic Remy | 22 |
| 2. | ![]() |
Andre Ayew | 16 |
| 3. | ![]() |
Mathieu Valbuena | 9 |
| 4. | ![]() |
Jordan Ayew | 7 |
| 5. | ![]() |
Brandao | 7 |
- sonda
- kontuzje
- forum
- shoutbox
- statystyki
-
2012-05-18, 10:39:52; ferrari22:
moim zdaniem Lloris lepszy, obiektywnie :) ale powodzenia dla Steve'a -
2012-05-16, 21:32:16; boss:
tak naprawde mandanda jest lepszy, ale marsylia 10 wiec wybrli kogos innego -
2012-05-16, 21:10:49; maku:
nie, raczej Valbuena, Mandanda będzie zmiennikiem Llorisa, zwłaszcza, że tamtego wybrano najlepszym bramkarzem tegorocznego sezonu Ligue 1 -
2012-05-16, 20:41:30; boss:
mandanda to chyba jedyny 100% pewniak na 1 sklad no nie? -
2012-05-16, 20:09:13; maku:
ale zawsze jakaś kontuzja może się trafić -
2012-05-16, 19:22:11; boss:
benzema lepszy -
2012-05-16, 19:21:34; boss:
i tak by nie gral -
2012-05-15, 22:04:55; ferrari22:
kontuzjuje :) -
2012-05-15, 20:05:51; boss:
bojkotuje? -
2012-05-14, 14:12:19; PiterBizkit:
REMY moze nie POJECHAC NA EURO!!!!!!
Osób online: 15
Najnowszy użytkownik: jaca77
Strona istnieje od: 664 dni
Użytkownicy online: patrykom, PiterBizkit
- buttony
- linki
























